„Grzeczne dziewczynki nie rzucają się na szyję mężczyznom” – recenzja książki „Do raju idą tylko grzeczne dziewczynki, a niegrzeczne tam, gdzie chcą” Elie Grimes

Różowa, niemal cukierkowa okładka, a do tego tytuł, jak z obrazków dla nastolatek – „Do raju idą tylko grzeczne dziewczynki, a niegrzeczne tam, gdzie chcą”. Wspaniale, – pomyślałam przyglądając się temu, co oddało w moje ręce Wydawnictwo Muza – to nie może się udać. Ale wiecie co? To naprawdę nie jest takie złe, na jakie wygląda. Ba! Jest nawet całkiem dobre.

W najnowszej książce Elie Grimes, poznajemy Zoey Westwood – trzydziestoletnią właścicielkę małego, kulinarnego biznesu, której perypetie opisy porównują do takich „ikon” kobiecej literatury, jak Bridget Jones czy Carrie Bradshaw. [Ja bym tak bardzo z tymi porównaniami nie szalała, choć rozumiem, do czego nawiązują.] Nasza bohaterka znajduje się akurat na przyjęciu swoich rodziców, gdzie ma sprostać nie lada wyzwaniu – zadowolić swoją matkę oraz podniebienia gości; Zajęta pracą, nie spodziewa się więc zupełnie tego, że los już planuje dla niej małe zawirowanie.

Na drodze naszej bohaterki staje Matthew Zegler, znany i ceniony krytyk kulinarny, który niezniechęcony błazeńskim popisem Zoey, postanawia poznać tę nieobliczalną kobietę bliżej, na co sama Zoey reaguje dość sceptycznie. Czy urok, który ma w sobie Matthew wystarczy?

Historia Zoey Westwood, choć -jakżeby inaczej- nieco szablonowa i przewidywalna, pokazuje nam, jak trudna i wyboista jest czasem droga ku pełni szczęścia. Poza tym, to taka typowa, amerykańska opowiastka – trochę słodyczy, trochę goryczy, a to wszystko polane dużą dawką niezłego humoru.

Zoey to faktycznie taka trochę nowsza wersja Bridget Jones – bohaterka daleka od doskonałości, na pozór niepozorna ;), która z pewnością wzbudzi sympatię u niejednej czytelniczki.

Przy okazji pamiętajcie, że literatura kobieca to zdecydowanie nie jest moja bajka. Choć znam na pamięć cały serial „Sex w Wielkim Mieście” i z przerażeniem odkrywam w sobie pewne cechy Carrie, na głównych półkach mojej biblioteczki nie stoją „Dzienniki Bridget Jones”; A mimo to, spędziłam z Zoey całkiem przyjemne kilka godzin.

Nie będę kłamać, że śledziłam jej losy z zapartym tchem, bo nie oszukujmy się – znamy zakończenie tej bajki, ale dobrze prowadzona narracja, prosty i przyjemny w odbiorze język oraz liczne perypetie głównej bohaterki, to cechy, dla których warto sięgnąć po „Do raju idą tylko grzeczne dziewczynki, a niegrzeczne tam, gdzie chcą”. Czasem każdej z nas przyda się odrobina relaksu. Jeśli więc przerobiłyście Bridget i Carrie już tyle razy, że wolałybyście poznać losy innej bohaterki – sięgnijcie, dla rozluźnienia. Tylko jeśli jesteście z tych, którzy czytają zawijając okładkę, to od razu możecie pogodzić się z wylatującymi kartkami – nie otwierajcie tej książki za mocno, mój egzemplarz pokazuje, że ta pozycja może mieć znaczny problem, by to przeżyć.

 

 

EK