Bez szpiegowskiego “mięsa” – czyli recenzja książki “Zwyczajny szpieg” Filipa Hagenbecka

Nakładem wydawnictwa Czarna Owca ukazały się wspomnienia Filipa Hagenbecka pt. “Zwyczajny szpieg”. Autor opowiada w niej historię swojego życia, życia “zwyczajnego szpiega”.

Hagenbeck jest absolwentem socjologii. Po studiach i odbyciu obowiązkowego szkolenia wojskowego, postanowił rozpocząć karierę w wywiadzie.

W swoich wspomnieniach dość szczegółowo opisuje początek szkolenie w Ośrodku Kształcenia Kadr Wywiadowczych w Starych Klejkutach. Dokładnie zapoznaje nas z topografią ośrodka, w którym zdobywał podstawy szpiegowskiego rzemiosła. Odbywał tam nie tylko szkolenie polityczne, ale także uczył się języków obcych czy nawiązywania kontaktów międzyludzkich. Każdy z kursantów musiał też mieć jakieś hobby. Hagenbeck wybrał taniec, który uparcie ćwiczył przez 9 miesięcy. Z jakim skutkiem? Sprawdźcie sami.

Hagenbeck wtajemnicza czytelnika w podstawy szyfrowania. Po lekturze będziemy bogatsi o wiedzę o gamach szyfrowych, tabliczkach szyfru pierwszego czy szyfru rezydenckiego.

Po zakończeniu podstawowego szkolenia Hagenbeck rozpoczął pracę w MSW. Przyjął pseudonim Filip Bartoszewicz. Były to trudne czasy dla ministerstwa. Strajki w 1980 r., powstanie NSZZ “Solidarność”; nerwowa atmosfera i czyszczenie szaf… Później wydarzenie w kopalni “Wujek”. Pracownicy MSW nie bardzo wiedzieli, co ich czeka. Ich długim rozmowom, towarzyszyła wódka, salceson i zielona pietruszka. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie w książce.

Od 1987 roku Hagenbeck został skierowany do kontrwywiadu zagranicznego. Rozpoczął pracę w Wydziale Konsularno-Prawnym w Lagos, w Nigerii. Tym razem przyjął inny pseudonim. Głównym celem jego pracy było “mieć oczy szeroko otwarte na nietypowe zjawiska w kraju urzędowania”. Hagenbeck opisuje swoje aktywności w Nigerii – pomoc Polakom, zajmowanie się stypendystami oraz monitorowanie aktywności FBI w Nigerii.

Swoją pracę i sam pobyt w Nigerii Hagenbeck opisuje z dużą dawką humoru. Ze zrozumiałych względów nie ujawnia żadnych działań ściśle “szpiegowskich”.

Poznajemy za to jego “perypetie’ przy poszukiwaniu sztućców do ryb czy też przy zakupie pierwszego samochodu – Volkswagena Golfa. W Nigerii Hagenbeck przebywał z żoną i dwiema córkami. Poznajemy więc system szkolnictwa dla obcokrajowców w tym państwie czy też zachwyty pań przy robieniu zakupów, spowodowane pustymi półkami w Polsce.

Hagenbeck opowiada również o etykiecie dyplomatycznej i jej twórcy. Dowiecie się także, dlaczego w dyplomacji zabroniony jest kolor brązowy i zielony..

Wspomnienia Hagenbecka nie zawierają żadnych szczegółów pracy szpiega. To raczej jego pamiętnik, którego dalszą część autor zapowiada. To lektura spokojna, bez intryg. Trochę anegdot, trochę rodzimych opowiastek.

Zdecydowanie to książka dla tych, którzy chcą poznać realia lat osiemdziesiątych. Spokojna lektura, którą musicie ocenić sami.

 

EK