“Łatwo jest utknąć. Pozwolić, by jedno poważne wydarzenie zatrzymało cię w miejscu” – recenzja książki “To, co widzę bez ciebie” Petera Bognanniniego

Wydawnictwo Bukowy Las przekazało w nasze ręce “To, co widzę bez ciebie” Petera Bognanniniego. Przyznam, że mam duży kłopot z oceną tej książki. Trudno zdecydować, czy jest ona powieścią tylko dla nastolatków czy też powinni ją przeczytać ich rodzice.

Siedemnastoletnia Tess Fowler nagle porzuca naukę w liceum i wraca do domu ojca. Nie chce słyszeć o powrocie do szkoły. Nie ma też kontaktu z matką, która podróżuje po Indiach ze swoim “chłopakiem” Larsem. Okazuje się, że Tess kilka miesięcy wcześniej poznała na imprezie chłopaka Jonaha. Widzieli się tylko przez pięć godzin. Później ich znajomość przeniosła się do sieci – pisali SMSy, maile, tweety. Po dwóch miesiącach okazuje się, że Jonah popełnił samobójstwo. Tess pogrążona w rozpaczy, dalej do niego pisze, opisuje to, co widzi bez niego. Tess nie potrafi poradzić sobie ze stratą. Próbuje odbudować swoje relacje z ojcem, który organizuje dość ekscentryczne pogrzeby.

Czy Tess jednak znajdzie swoje miejsce w życiu bez Jonaha? Jaki scenariusz napisało dla niej życie?

Aby znaleźć odpowiedzi na te pytania, trzeba przeczytać książkę Bognanniniego. Autor w bardzo ciekawy sposób opisuje uczucia towarzyszące stracie bliskiej osoby: depresję, sens przemijania.

Po lekturze jest mi żal Tess, która nie miała oparcia w rodzicach, którzy sami zachowywali się jak nastolatkowie.

Polecam tę książkę nie tylko nastolatkom, ale także ich rodzicom. A może przede wszystkim im, aby nie pozwolili na to, aby ich dzieci czuły się samotne w rzeczywistości i nie szukały wsparcia tylko w sieci.

Jak czytamy na obwolucie słowa Johna Coreya Whaleya, jest to “obowiązkowa lektura dla tych, którzy kiedyś kochali lub kogoś stracili… a zwłaszcza dla tych, którzy przeżyli jedno i drugie”

 

 

EK