“Lepiej żyć, marząc o śmierci, niż umierać, marząc o wiecznym życiu.” – recenzja książki “Nasz ostatni dzień” Adama Silvery

Wydawnictwo We Need Ya przekazało w nasze ręce powieść Adama Silvery “Nasz ostatni dzień”, która od początku wzbudziła moją ciekawość. Często przed rozpoczęciem lektury czytam krótkie recenzje, uwagi na jej okładce. Tu znajdziemy tylko jedną:
“Witaj, dzwonię z Prognozy Śmierci. Z przykrością informuję, że w ciągu następnych dwudziestu czterech godzin czeka cię niechybna śmierć. W imieniu wszystkich naszych pracowników przekazuję moje najszczersze kondolencje. Przeżyj ten dzień, jak najlepiej, okey?”.

Koleżanka trzymająca tę książkę w ręku stwierdziła, że to naciągane: wymyślna aplikacja, czekanie na własny koniec… Bez sensu, ale obie skończyłyśmy na doczytywaniu ostatniej strony bladym świtem. A stron jest 404…

5.09.2017 roku o północy, dwóch nastolatków, 18-letni Mateo Torrez i 17-letni Rufus Emeterio, otrzymują wiadomość od herolda z Prognozy Śmierci. Mają przed sobą jeden dzień życia. Tym samym zostali Zgonersami, jak określano ludzi, którzy otrzymali taką informację. 

Obaj zaczynają przygotowania. Mateo jest chłopcem, który zawsze bał się realizować swoje marzenia. Nie wychodzi z domu, jest zrozpaczony, bo ojciec, który go wychował, jest w śpiączce od dwóch tygodni. Chłopak sprząta mieszkanie, przegląda w internecie posty innych Zgonersów… Nie ma nikogo bliskiego, jedynie przyjaciółkę Lidię i jej maleńką córkę Penny.

Rufus jest wychowankiem rodziny zastępczej. Jego rodzice i siostra zginęli w wypadku samochodowym. Swój dom zastępczy nazywa Plutonem. Ma w nim przyjaciół, z którymi urządza swój pogrzeb. Musi jednak uciekać, bo w trakcie trwania imprezy, pobił chłopaka swojej byłej dziewczyny.

Obaj Zgonersi “trafiają’ na siebie dzięki aplikacji Ostatni Przyjaciel. Spotykają się i chcą razem spędzić swój ostatni dzień. Szybko nawiązują nić porozumienia. Mateo odwiedza ojca, by się z nim pożegnać, a także grób matki, którą pyta, czy znajdzie tam na górze miłość, skoro na dole nigdy mu się to nie udało.

Mateo i Rufus odwiedzają także specjalny punkt dla Zgonersów: Spraw-Sobie-Przeżycie. Z wielu atrakcji wybierają wirtualny skok ze spadochronem. Wybierają się też do Areny Podróżnika, gdzie odbywają podróż “Dookoła świata w 80 min.”. Odwiedzają również dyskotekę, w której mogą wszystkim zaśpiewać “American Pie”.

Mateo żegna się w końcu z Lidią, a Rufus ze swoimi przyjaciółmi z Plutonu. Wierzy w to, że “rodziny się nie wybiera, ale przyjaźnie już tak. Niektóre należy z czasem zerwać. Za inne warto zaryzykować wszystko”.

Kulminacją ich “dobowej” przyjaźni jest odpoczynek w domu Mateo. Obaj wyznają zgodnie, że “najlepsza w tym całym umieraniu jest twoja przyjaźń’. Uświadamiają sobie, że się nawzajem kochają (Rufus był biseksualny). Oglądamy ich w bardzo intymnym, ostatnim tańcu.

Jak umarli? A czy jest to istotne? Ważne jest to, jak spędzili ostatni dzień.

Mateo i Rufus pozostawiają nas w totalnej rozsypce emocjonalnej. Spoconymi oczami zaczynamy przyglądać się naszemu życiu. Mimo tego, że nie mamy Prognozy Śmierci, zaczynamy korzystać z życia, podejmować decyzje, na które wcześniej brakowało nam odwagi… bo tak naprawdę nie wiemy, ile czasu nam zostało. Przecież my także jesteśmy Zgonersami… I jak powiedział Marek Aureliusz: “To nie śmierci powinien się człowiek bać, lecz tego, że nigdy nie zacznie żyć”.

 

EK