“Nie było prywatności i nic nie pozostawało niezauważone” – recenzja książki “Czerwiień kości” Ann Cleeves

Czarna, szaro-bura okładka, jakby spowita mgłą i jedyne, wyróżniające się, czerwone litery układające się w tytuł: “Czerwień kości”. Tak wygląda najnowsza powieść Ann Cleeves wydana przez Czwartą Stronę. 

A w środku…. Mała -nieco ponad 20 km2- wyspa Whalsay, położona w archipelagu Wysp Szetlandzkich. Dwie młode Angielki – Sophie i Hattie – prowadzą tu wykopaliska archeologiczne. Ich główną kwaterą jest posiadłość starszej wdowy – Mimy Wilson. Hattie chce udowodnić, że właśnie tutaj, znajdowały się zabudowania kupieckie z XV wieku. Pewnego dnia znajdują ludzką czaszkę, parę kości oraz garść monet. Wydaje się, że teoria Hattie znalazła potwierdzenie…

Jednak pewnej nocy Mima zostaje zastrzelona w okolicach wykopaliska. W kilka dni później, w tym samym miejscu, znaleziono martwą Hattie z podciętymi nadgarstkami. Czyżby popełniła samobójstwo?

Rozpoczyna się żmudne śledztwo, które prowadzi miejscowy policjant – wnuk Mimy – Sandy Wilson i inspektor Jimmy Perez. Dość szybko dowiadujemy się, że Mimy zastrzelił kuzyn Sandy’ego, przypadkowo, w trakcie polowania na króliki. Śmierć Hattie też jest dla niektórych oczywista – miała problemy, leczyła się z powodu depresji. 

Jednak Wilson i Perez nie przyjmują tych wyjaśnień. Starają się wniknąć w hermetyczną społeczność wyspy. Tu prawie każda rodzina skrywa jakąś tajemnicę, którą niechętnie ujawnia. Wszystko jest jakby spowite otaczającą wyspę mgłą.

Cleeves celowo zmienia tropy. Gdy wydaje się, że już wszystko wiemy, po opadnięciu mgły, stajemy znowu w tym samym miejscu. Musimy poznać dość zamierzchłą przeszłość rodzin, aby być bliżej rozwiązania zagadki. 

Dlaczego poznajemy dzieje szetlandzkiego autobusu? Jakie tajemnice skrywała Mima? Do czego może doprowadzić chęć zysku, życia lepszego od sąsiadów? Jak doszła do w miarę stabilnej sytuacji materialnej matka Sandy’ego?

O tym musicie przeczytać sami. Warto pobłąkać się po ciemnej, mglistej, szkockiej wysepce, na której -jak pisze Cleeves- “nie było prywatności i nic nie pozostawało niezauważone”.

 

EK