Nie daj się pożreć – czyli recenzja gry “Rekin” od wydawnictwa Granna

Rafy koralowe są prawdziwą ozdobą ciepłych mórz i oceanów – mienią się wieloma intensywnymi kolorami i tworzą nieprawdopodobne struktury, które można dostrzec nawet z kosmosu. To jeden z najpiękniejszych ekosystemów Ziemi, który zamieszkują setki, a nawet tysiące gatunków podmorskiej fauny: ryby, mięczaki, żółwie morskie, delfiny i wieloryby, nie mówiąc o samych koralowcach, które obumierając, nadbudowują kolejne warstwy rafy. Sielankę w tej pełnej barw krainie zakłócają żarłoczne rekiny i inne drapieżne ryby, które tylko czekają, aż pod nosem przemknie im jakiś łakomy kąsek. W takiej właśnie malowniczej, choć niebezpiecznej scenerii rozgrywa się propozycja od wydawnictwa Granna.

Patrząc na pudełko gry “Rekin” nie mogłam uciec od skojarzeń z takimi produkcjami, jak “Gdzie jest Nemo” czy -nawet bardziej- “Rybki z ferajny”, co jest dobrym chwytem marketingowym – pozytywne skojarzenia sprawiają, że dzieci chętniej sięgną po taką grę. Tak też było i w tym przypadku. Mojej grupie testowej zaświeciły się oczy,

Skoro jesteśmy już przy grupie testowej to czas na garść praktycznych informacji: “Rekin” przeznaczony jest dla minimum dwójki i maksymalnie czwórki dzieci od 5 roku życia wzwyż i zajmuje ok. 20 minut. Jeśli chodzi o rozgrywkę to w wielkim skrócie, w trakcie partyjki walczymy o przetrwanie, wystawiając przyjaciół na pastwę szczęk najeźdźców ^^

A dokładniej: w swojej turze rzucamy dwiema kostkami a następnie sprawdzamy nasze możliwości ruchu. Jeśli wypadły dwa rekiny, wówczas przesuwamy drapieżniki, jeśli na kościach pokazuje nam się rekin i rybka, wówczas najpierw wędruje drapieżnik, a jeśli dwie rybki, to ruszamy się rybkami. Proste? Oczywiście, że proste.

Zawsze poruszamy się do przodu, ale też mamy możliwość manewrowania w górę lub dół. Dwie małe kolorowe rybki na kościach mogą sprawić, że Twoja czmychnie przed drapieżnikiem a cudza rybka popłynie prosto w jego paszczę. Wygrywa ta osoba, której rybka dotrze na rafę jako pierwsza lub jeśli jako jedyna pozostanie przy życiu.

Mamy tu więc do czynienia nie tylko z dość sympatyczną oprawą graficzną, ale także z bezpośrednią, negatywną interakcją, z czym niektóre dzieci mogą mieć problem. Z jednej strony bowiem uczą się planować swoje ruchy, przeliczać, szacować i reagować na zastaną na planszy sytuację. Wówczas wedle mojej obserwacje przez cały czas pozostają skupione i przynajmniej ja, nie zauważyłam oznak nudy. Z drugiej jednak dość emocjonalnie reagują na pożarcie ich rybek, więc niechętnie wracają do gry. 

Ze względu na aspekt planowania “Rekin” może być dobrą rozgrzewką dla najmłodszych przed grą w szachy. Zanim jednak zasiądziemy z nimi do planszy, warto upewnić się, czy wiedzą, że nic strasznego się nie dzieje i czy to naprawdę będzie dla nich przyjemność. Może nie każdy 5ciolatek jest gotowy na to, by rekin wsunął ich rybkę.
 
Jeśli macie dzieci, które potrafią już przegrywać i nie płaczą nad spuszczaną w toalecie rybką, to gra “Rekin” może być pozycją dla Was. W końcu podgryzanie się nawzajem zawsze sprawia dużo frajdy 😉
 
 
 
EK
 
 
Uwaga! Konkurs rozwiązany