“Spotkali się jako dorośli ludzie i każde z nich trzymało pod mroczną zasłoną wspomnień sprawy, o których woleli nie mówić na głos.” – recenzja książki “Lęki podskórne” Marty Zaborowskiej

Wydawnictwo Czarna Owca jest w dużej mierze odpowiedzialne za moją nieprzespaną noc. Niemal 500 stron “Lęków podskórnych” Marty Zaborowskiej nie pozwoliło na odpoczynek przed rozwiązaniem zagadki. Cóż, bywa i tak… W końcu, czy ktoś kiedyś żałował pozytywnie zarwanej nocy?!

Bernard Adam Bielak jest wzięty m scenarzystą teatralnym. W dniu swoich 40. urodzin zostaje potrącony przez samochód. Nie pamięta tego wypadku. Szczęśliwie wraca do domu, gdzie opiekuje się nim młoda żona Lena. Są małżeństwem od 11 miesięcy. Dla wielu ich ślub był zaskoczeniem i zagadką. Pewnego wieczoru Bernard widzi swoją żonę w pokoju z zakrwawioną niebieską sukienką. Nie potrafi wytłumaczyć tego faktu, tym bardziej, że sukienka ginie. Jednocześnie przyjaciel Bernarda, Igor, zwraca uwagę, że Lena specjalnie faszeruje męża lekami. Bernard przestaje je zażywać, zaczyna prywatne śledztwo. Okazuje się, że w dniu wypadku Bernarda, została zamordowana dziewczyna, która była świadkiem na ich ślubie. Czy to zbieg okoliczności?

Bernard wysyła Lenę na wakacje do Hiszpanii ze swoją byłą partnerką Iloną. Sam zamierza skończyć pisać sztukę i przemyśleć kilka zdarzeń. Czy na pewno zna Lenę? Wie, że ma osobowość typu borderline i chodzi do psychoterapeuty. Dlaczego uciekła do Warszawy i co zdarzyło się w domu opieki w Zamościu, w którym pracowała?

“Spotkali się jako dorośli ludzie i każde z nich trzymało pod mroczną zasłoną wspomnień sprawy, o których woleli nie mówić na głos. Tak było lepiej, czasami lepiej jest milczeć. Cisza jest dobra, pozwala przetrwać…”.

“Leki podskórne” to dobry thriller psychologiczny. Wszystkie postacie są mocno ukształtowane przez autorkę. Każda skrywa swoje demony i lęki. Czy my też mamy tuż pod skórą ukryte lęki…? Czy demony z przeszłości zawsze w nas pozostaną?

 

EK