Take me to the moon – recenzja książki “Kosmiczne dziewczyny” Libby Jackson

Dziewczyny nie muszą mieć wyłącznie przyziemnych pragnień. Mogą też czasem pobujać w obłąkach lub wręcz wylecieć w kosmos! Aby podsycać nie tylko wyobraźnię, ale i ciekawość świata, powstała książka “Kosmiczne dziewczyny” od wydawnictwa kobiecego. Stworzyła ją Libby Jackson, która jest jedną z największych ekspertek w dziedzinie kosmologii i kierowniczką programu kosmicznego brytyjskiej agencji kosmicznej UKSA.

“Kosmiczne dziewczyny” to historia 50 niezwykłych kobiet, które przyczyniły się do podboju kosmosu. Oprawa i opisy wskazują, że pozycja skierowana jest do dziewczyn w wieku ok. 11 lat, które zachęci kolorowa grafika, ale zrozumieją już także biografie znajdujące się w środku, choć osobiście uważam, że rodzice mogliby zacząć czytać to swoim córkom już znacznie wcześniej.  Skupiam się na córkach bo książka zrobiona jest ewidentnie z myślą o nich, ale przecież i mały astronauta powinien wiedzieć, że to nie jest tylko męski świat i że są w nim takie kobiety, jak choćby inżynier lotnictwa i kosmonautyki Jelena Sierowa, astronautka Chiaki Mukai czy kosmonautka Walentina Tiereszkowa.

“Ludzie zawsze zastanawiali się, co znajduje się ponad chmurami.”. To jest książka o kobietach, które się dowiedziały. O astronautkach, lekarkach, paniach inżynier czy pilot, których praca zmieniła świat. W czasach, kiedy to kobiety nie miały zbyt wiele do powiedzenia udowodniły, że inteligencja nie ma płci, a pochodzenie nie jest najważniejsze. Niektóre oddały za to życie w misjach załogowych.

Choć wieje tu sporym feminizmem, co ostatnimi czasy stało się niezwykle modne, to wyjątkowo w tej książce mi to nie przeszkadza. Nie żyjemy już w czasach, kiedy chłopcy chcieli być policjantami, strażakami czy astronautami a dziewczynki mamami, baletnicami czy piosenkarkami. W czasach, kiedy Barbie zakłada moro i przybiera postać Martyny Wojciechowskiej, dziewczynki mogą być kim chcą. I nikt im nie powie, że tak nie jest.

 

EK