“Ze wszystkiego robię żart, anegdotę, mam lekkość bytu, która przynosi ulgę” – recenzja książki “Dzienniki 2005-2006” Krystyny Jandy

Wydawnictwo Prószyński i Spółka oddało w nasze ręce dzienniki Krystyny Jandy. To, co rzuciło nam się od razu w oczy, to: grubość. 600-stronicowa księga, która przywoływała na myśl kolejne wynurzenia się gwiazdy. Ale nie.

“Dzienniki 2005-2006” to trzeci tom wspomnień artystki obejmujący ważny dla niej okres – powołanie Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury oraz remont i powstanie teatru Polonia.

Janda bardzo wnikliwie opisuje swoje zmagania z remontem własnego teatru. Poznajemy wielką aktorkę zagubioną w gąszczu biurokracji, wyobcowaną ze swojego środowiska. Jednak upór jej i jej męża Edwarda Kłosińskiego, doprowadził do uruchomienia teatru. Aktorka pisze o premierach, zamieszcza zdjęcia, komentarze prasowe.

Jednak ten dziennik to nie tylko teatr. To też ważne wydarzenia w Polsce i na świecie. Janda pisze o śmierci Jana Pawła II, katastrofie hali wystawowej w Katowicach czy też bardzo wnikliwie (poprzez godzinowy zapis sprzed lat) o 25 rocznicy strajku okupacyjnego w stoczni gdańskiej im. Lenina.

W Dzienniku nie ma polityki. Janda wyraźnie daje do zrozumienia, że nie będzie wypowiadać się na ten temat i nie będzie opowiadać się za żadną partią.

Za to jest tu dużo ciepła. Janda z wielkim uczuciem pisze o swojej mamie, mężu, dzieciach, wnuczkach. Wszystko prosto, bez gwiazdorstwa. Czytając, czujemy że pisze bezpośrednio do nas. Każdy dzienny wpis kończy życzeniem “Dobrego dnia”.

Lektura jest przyjemna, wręcz czujemy, że aktorka zaprasza nas do swojego życia. Nie żali się, nie skarży. Jak sama pisze: ze wszystkiego robię żart, anegdotę, mam lekkość bytu, która przynosi ulgę.

W wolnym czasie sięgnijcie koniecznie po tę lekturę. Naprawdę warto!

 

EK